BUDOWA MIASTA okiem „Pirata Planszówek”

Nie od razu Rzym zbudowano. GRAmy w „Budowę miasta”!

Lubię mechanikę tile placement. Już kilka razy pojawiła się na Piracie – w Takenoko, w którym opiekowaliśmy się pandami na rozkaz cesarza i staraliśmy się jak najlepiej opiekować się cesarskim ogrodem, w Kakao, gdzie byliśmy wodzami plemienia chcącymi polepszyć sytuację finansową swojej osady czy w Nowym Jorku 1901, gdzie rozwijaliśmy się jako deweloperzy budujący drapacze chmur.
W dzisiejszym tytule będziemy nie tylko kłaść kafelki, ale i je budować! Co więcej, połączymy to z kupowaniem udziałów, które występuje tez między innymi w Stockpile, które również bardzo lubię jako mniej znany przykład gatewaya, gdzie wpływamy na wartość udziałów na giełdzie i mamy możliwość ich kupna i sprzedaży.
Liczba graczy: 2-6, czas rozgrywki: 45-60 minut

Budujemy!

BUDOWA MIASTA to nowy tytuł wydawnictwa Nasza Księgarnia, w którym gracze starają się zabudowywać nowe kwartały miasta w taki sposób, aby otrzymać jak największy zysk, co nie jest tak łatwe, jak może się wydawać.

Grę rozpoczynamy z milionami w kieszeni, jednak ich konkretna liczba uzależniona jest od liczby graczy, którzy zasiadają z nami przy stole – im więcej graczy, tym mniejszy majątek mamy na początku rozgrywki. Oprócz startowych pięniędzy otrzymujemy też 4 losowe kafelki budynków.

Tura gracza jest dość schematyczna – każdy aktywny gracz w swojej turze musi wybudować jeden z czterech posiadanych przez siebie budynków, opłacając wcześniej jego koszt. Jeśli gracz nie ma wystarczającej sumy by opłacić jakikolwiek ze swoich budynków, musi sprzedać swoje udziały i opłacić budowę.
Jeśli budowa spowoduje zamknięcie danego kwartału (czyli 4 budynków z tą samą literą), które graniczą z dwoma budynkami użyteczności publicznej (m.in. pływalnią, stadionem, teatrem, kawiarnią lub centrum handlowym), następuje automatyczna wypłata. Gracze otrzymują pieniądze za udziały w tych budynkach – im więcej udziałów posiadają, tym więcej pieniędzy otrzymują. Jeśli żaden z kwartałów nie zostaje zamknięty podczas danej tury, tę fazę po prostu się pomija. 

Po wybudowaniu budynku (i ewentualnej wypłacie) gracz może też dokupić jedną z kart udziałów. Ostatnim krokiem w turze jest dobranie budynku z puli, by ponownie mieć 4.

Rozgrywka kończy się w momencie, gdy połączymy ze sobą 2 przeciwległe krańce planszy – pływalnię i stadion. Podliczamy pieniądze, a osoba, która ma ich najwięcej wygrywa.

 Czy zostałem milionerem?

Przyznam szczerze, że „Budowa miasta” pozytywnie mnie zaskoczyła – na chwilę obecną to chyba największy tytuł Naszej Księgarni, ale niejedyny skierowany do dorosłych graczy. We wszystkich tytułach tego wydawnictwa, które grałem znajduję coś co lubię i nie inaczej było z „Budową miasta”.

Mimo początkowego zaciekawienia (o The Last Spike, czyli wersji oryginalnej czytałem dobre opinie) po przeczytaniu negatywnej recenzji, do samej rozgrywki podchodziłem nieco z dystansem, bo nie jestem fanem totalnie losowych gier, ale na szczęście okazało się, że moje obawy szybko minęły.

Rzeczywiście są pewne budynki, w które zdecydowanie lepiej zainwestować, ale partie zwykle są wyrównane, dzięki czemu są dużo bardziej emocjonujące. Nie grałem w maksymalną liczbę osób, bo przyznam szczerze, że sobie tego nie wyobrażam – graliśmy najwięcej w 4 osoby i było również przyjemnie, mimo, że podczas partii ma się trochę mniejszą kontrolę nad tym co się dzieje, a i sama rozgrywka kończy się dużo szybciej.

Najprzyjemniejsze były partie dwuosobowe, które moim zdaniem dają najwięcej możliwości. Jedynie podczas takich partii udawało się doprowadzić drugiego gracza do momentu, gdy był zmuszony do sprzedaży części swoich udziałów.
Dla zagorzałych eurograczy minusem może być wcześniej wspomniana losowość, bo rzeczywiście otrzymujemy 4 budynki, ale jeśli wylosujemy taki, który jest pośrodku kwartału i zdecydujemy się go zbudować to będziemy musieli zapłacić za niego podwójnie. Mimo to, po tych kilku partiach, które rozegrałem widzę, że nawet jeśli wybierzemy opcję z podwójną opłatą, to zwykle ona nam się później zwraca – o ile rzeczywiście nieco rozplanujemy swoje posunięcia.
To, że zawsze posiadamy 4 budynki daje nam pewne możliwości. Budując jeden budynek możemy kupić kartę, która pozwoli nam na zyskanie dodatkowych pieniędzy przy ewentualnym zamykaniu kwartału w kolejnej turze.

Mimo, że początkowe ruchy mogą się wydawać nieznaczące, to im dłużej gramy, tym więcej będziemy zmuszeni myśleć. Oczywiście, „Budowa miasta” nie jest ciężką grą, więc wybory te nie będą skomplikowane, ale szczególnie pod koniec gry nie unikniemy pewnych kalkulacji by zobaczyć co nam się najbardziej opłaca.

Pod kątem regrywalności „Budowa miasta” prezentuje się całkiem nieźle, mimo, że nie mamy tutaj elementów, które zmieniałyby się co rozgrywkę. Wręcz przeciwnie, podczas gry zwykle wychodzą wszystkie kafelki i mamy do dyspozycji ten sam zestaw kart, ale ten wcześniej wspomniany czynnik losowy sprawia, że nie możemy za każdym razem stosować tej samej strategii, bo nie mamy dostępu do tych samych budynków.
Po zagranej partii czasami pojawia się chęć rozegrania kolejnej – szczególnie jeśli jesteśmy jedną z przegranych osób, ale zdecydowanie nie rozpatruję braku tego uczucia przy każdej rozgrywce w kategorii minusów, bo po skończonej partii mam uczucie satysfakcji rozegrania solidnego tytułu.
Są takie gry, do których z różnych powodów po recenzji nieszczególnie mam chęć wracać, ale „Budowa miasta” z pewnością nie będzie do tej kategorii należeć. Mimo tych partii, które zagrałem w relatywnie niedługim czasie, zupełnie nie jestem nią zmęczony. Nie jest to gra, w której czuję, że mam jeszcze coś do odkrycia, ale wcale nie przeszkadza mi to cieszyć się po prostu przyjemną, lekką rozgrywką i jestem pewny, że jeszcze nie raz w nią zagram.

Maciej Klebański, Pirat Planszówek 

Brak komentarzy

Dodaj komentarz

*

Zaloguj się

Zapomniałeś hasła?

Już się rejestrowałeś? Zaloguj się


Zarejestruj się

Zapomniałeś hasła?